|Jerzy Kochanowski|
Dzieje jednego futra … Krótka historia szarych karakułów
W historii okupacyjnych polsko-żydowskich autonomicznych – tzn. poza kontrolą okupantów – relacji ekonomicznych wyróżniały się dwa okresy wyjątkowo nasilonych kontaktów. Pierwszy, który możemy określić jako „gorączkę meblową”, był rezultatem powstawania gett i przesiedlania do nich Żydów z innych dzielnic lub z małomiasteczkowych i wiejskich peryferii. Proces ten, połączony często z zakazem lub niemożnością zabrania z sobą większości (nieraz całego) majątku ruchomego zmuszał do jego sprzedaży, często za bezcen. Franciszka Reizer z Albigowej koło Łańcuta notowała 18 marca 1940 r.: „Ponieważ los Żydów jest niepewny, wyzbywają się wielu rzeczy. Sprzedają je po niskich cenach. Polacy kupują od nich, co się da. Najczęściej jednak przedmioty codziennego użytku. Transakcje handlowe odbywają się po kryjomu. Często o zmroku lub w ciemną noc”[1]. Podobne były późniejsze o prawie rok obserwacje Stanisława Rembeka z podwarszawskiego Grodziska Mazowieckiego: 4 lutego 1941 – „…w Grodzisku panował nieopisany chaos w związku z przesiedlaniem się Żydów do Warszawy. […] Wyprzedają więc rzeczy za bezcen. Kupują głównie chłopi, którzy w tym celu zjeżdżają do miasteczek. W życiu gospodarczym wywołało to taki chaos, że u Dąbka nie było w restauracji nic do jedzenia”; 5 lutego 1941: „W mieście targ był wyjątkowo ożywiony, bo wszyscy chłopi przyjeżdżali, żeby kupować meble od Żydów”[2]. W Warszawie odnotowano w końcu 1940 r. „niebywały spadek cen mebli, w związku z zaprowadzeniem ghetta i zakazem zabierania urządzenia domowego (poza pościelą) przez żydów. W Warszawie ceny na meble używane kształtują się obecnie np. szafa dębowa 20 zł, biurko dębowe 30 zł, garnitur mebli w lepszym wykonaniu 100 zł. Naturalnie produkcja nowych mebli z tego powodu ustała zupełnie”[3].
Druga hossa, „futrzana”, choć ograniczona czasowo do zaledwie kilku tygodni na przełomie lat 1941-1942, to z racji zarówno specyficznego przedmiotu, jak przeprowadzenia zbiórki futer w tym samym czasie we wszystkich, nawet najmniejszych gettach w Generalnym Gubernatorstwie i na obszarach wcielonych do Rzeszy, pozostawiła wyraźniejsze ślady w żydowskich, polskich i niemieckich przekazach i wywoływała silniejsze emocje, wychodzące poza sferę czysto materialną. Świadczy o tym chociażby komentarz w najważniejszym polskim piśmie podziemnym, „Biuletynie Informacyjnym”: „25, 26 i 27 grudnia przeszły w ghetcie warszawskim pod znakiem masowej „zbiórki” futer przez okupanta. Pod groźbą ostrych kar nakazano znoszenie futer męskich, damskich, dziecinnych i surowych. Czterorzędowy ogonek Żydów, ciągnący się setki metrów przed urzędami odbierającymi futra, wskazało, że społeczeństwo żydowskie nie zdało egzaminu. Sterroryzowani potwornie Żydzi dobrowolnie ubierają marznących żołnierzy niemieckich, Oblicza się, że złożone futra sięgają liczby kilkudziesięciu tysięcy. I nie osłabi tego fakt, że większość Żydów futra swe ukryła, że pewna część futra zniszczyła, byle nie oddać wrogowi. Spodziewać się należało, że bierny opór będzie tu powszechniejszy i silniejszy. Niemcy — specjaliści w grabieży, łapownictwie i wszelkich „siuchtach“ — znaczną część futer „przepuścili między palcami”. Na rynku warszawskim pokazała się ich większa ilość. Niewątpliwie obłowią się na tym tysiące Niemek i Niemców”[4].
Nie wiemy jaki odsetek posiadanych przez Żydów futer nie został oddany okupantom, lecz zniszczony, ukryty czy też – zapewne najczęściej – sprzedany lub powierzony na przechowanie po „aryjskiej” stronie. Próba ich uratowania była zrozumiała, stanowiły bowiem zazwyczaj jeden z najcenniejszych składników ruchomego majątku, często były ostatnim świadectwem dawnego życia i statusu społecznego, a z racji swojej uniwersalnej wartości materialnej – zasobem, który mógł umożliwić przetrwanie. Nie było też problemów ze znalezieniem kontrahentów po stronie „aryjskiej”, zarówno na okazyjne kupno, jak pośrednictwo. Jak raportował na początku lutego 1942 r. niemiecki starosta w Siedlcach: „Żydzi wielokrotnie próbowali sprzedać swoje futra Polakom, przez co ceny futer chwilowo znacznie spadły i futra najwyższej jakości można było nabyć za 250–300 zł. Po zakończeniu zbiórki ceny futer powróciły do poprzedniego poziomu“[5].
„Obecnie spadła na nas obawa zabierania futer. – opisywała 29 stycznia 1942 r. sytuację w Warszawie Aurelia Wyleżyńska – Już getto pod karą śmierci oddać musi zarówno całość, jak najdrobniejszą część. Toteż telefony bardziej niż kiedy dyplomatyczne, latają z tamtych stron. Przyjdę jutro w jesionce „do pracy”, biegnie prośba do tego, kto pracuje, czy ma przepustkę do getta”[6]. Dwa dni później, 1 lutego 1942 r. pisała: „Rozmówka: „Pani, zarobiłam na kupowaniu futer w getcie – tym razem 2 tys. złotych!” „Aż tyle!” „Czy to wiele, mój znajomy zarobił 40 tys.!” „Oho, no i co zrobił z pieniędzmi?” „Nie wiem, właśnie idę na jego pogrzeb. Dostał kulkę w brzuch, gdy przenosił przez granicę ostatni transport”[7]. Reminiscencje „futrzanej gorączki” można znaleźć w jej dzienniku jeszcze prawie rok później, 6 stycznia 1943 r.: „Dwaj antysemici; jeden z nich […] przechowywał futra żydowskie nie bez odpowiedniego bénéfice”[8].
O ile sam fakt utraty, kupna/sprzedaży czy też mniej lub bardziej udanej próby przechowania karakułów, norek czy szynszyli często pojawia się w polskich i żydowskich przekazach, o tyle zazwyczaj szerszy kontekst pozostaje nieznany. Paradoksalnie dopiero dzięki niepowodzeniu jakiejś umowy czy transakcji, najczęściej wskutek donosu, i wszczynanym w rezultacie policyjnym śledztwom możemy lepiej poznać mechanizmy, aktorów społecznych, sieci, w ramach których działali, ich nadzieje, strach, chciwość i w końcu strategie obronne sytuacjach kryzysowych. Dobrze pokazują to przechowywane w Archiwum Państwowym w Warszawie materiały w sprawie ukrywanego futra, wszczętego w końcu czerwca 1942 r. wskutek donosu nieznanej z nazwiska warszawskiej prostytutki[9].
Szare karakuły, najwyżej cenione i najdroższe z tego rodzaju futer, należały do Haliny Berman, właścicielki „pracowni sukien”, mieszczącej się w połowie lat 30. na ul. Marszałkowskiej 62, a wkrótce przed wojną przeniesionej do istniejącego do dziś nowoczesnego, modernistycznego domu na ul. Koszykowej 31[10]. Prowadzenie interesu krawieckiego w takiej okolicy musiało budować specyficzną, głównie kobiecą społeczną sieć sąsiadek, klientek i pracownic. W 1939 r. Halina Berman wyszła za mąż za Michała Chajkina, od 1936 r. posiadającego uprawnienia adwokackie[11]. Para zamieszkała niedaleko, w mieszkaniu Chajkina na ul. Marszałkowskiej 94, zatrzymała też dotychczasową służącą prawnika, Polkę Marię Tywonek. Zarówno w wykazie warszawskich adwokatów, jak i spisach abonentów telefonicznych jest to jedyny adres Chajkina, można więc zakładać, że tam mieściła się też jego kancelaria[12].
Deklarowane „chwilowe przechowanie” przeciągnęło się jednak do kwietnia 1942 r. Trudno powiedzieć dlaczego – czy Bermanowie mieli jeszcze jakieś zasoby i sprzedaż futra odkładali z nadzieją na zwyżkę cen, może stracili kontrolę nad swoim mieniem, co było w takich przypadkach częste. Zastanawia też włączenie (się?) do akcji Marii Tywonek, młodszej, obrotniejszej, utrzymującej się z handlu. Jej rolę może też podkreślać fakt, że jako jedyna z kilku przesłuchiwanych Polek, została 26 czerwca 1942 r. zatrzymana w areszcie. Następnego dnia zeznała, że „W kwietniu 1942 r. dostała list od Bermanówny z prośbą o przeniesienie futra na ul. Marszałkowską 62 m. 55 do Bujakiewiczów, którzy mieli je sprzedać. Ja za te czynności miałam otrzymać prowizję, a gotówkę zanieść do Sądów Grodzkich na ul. Ogrodową, gdzie odebrałaby Bermanówna. Dalej tym futrem nie interesowałam się i czy zostało sprzedane nie wiem. Z Bermanówną nie kontaktuję się”[15].
Jednak przesłuchiwana 10 lipca 1942 r. Katarzyna Bujakiewicz, określająca się jako „sąsiadka” Berman (w kamienicy na ul. Marszałkowskiej 62 miała przecież swój zakład) znacznie rozbudowywała rolę Tywonek, która odwiedziła ją wiosną 1942 r. pytając „czy u mnie jest futro [Berman]. Zdziwiłam się i powiedziałam, że nie, z tem ona odeszła. Po kilku dniach ponownie przyszła i powiedziała, że na terenie dzielnicy Chrześcijańskiej znajduje się futro Bermanówny, jej zaś należy się pewna suma pieniędzy od Bermanówny. Przeto ona chciałaby sprzedać to futro i w ten sposób odzyskać swoje pieniądze. Zapytała czy zgodzę się przyjąć to futro i zająć się sprzedażą. Zaproponowała mi 10% od uzyskanej ze sprzedaży sumy. Ponieważ jestem w trudnych warunkach materialnych zgodziłam się na to. Nie zastanawiałem się nad pochodzeniem futra. Służąca wyszła ode mnie i wkrótce przyniosła futro, przyjęłam je. Od tego czasu wiele osób przychodziło do mnie oglądać futro. Cena była zbyt wysoka [i] nikt nie reflektował na tak drogie futro, a ostatnio ta sama służąca powiedziała, że futro nie jest do sprzedania, wobec tego zażądałam zabrania go ode mnie”[16].
Przy licznej i niezadowolonej / rozczarowanej klienteli, nietrudno sobie wyobrazić drogę donosu na policję. Możliwe też, że Tywonek zorientowała się w potencjalnym niebezpieczeństwie lub sama znalazła nabywcę lub innego pośrednika. Na pewno zaś nie chciała stracić spodziewanego zysku i przypuszczalnie to ona wysłała w drugiej połowie czerwca 1942 r. na Marszałkowską 62 jakiegoś mężczyznę z poleceniem, teoretycznie w imieniu Berman, przeniesienia futra z powrotem na Mokotowską, skąd miał je zabrać „jakiś kuśnierz”. Tak też się stało, ale klienta uprzedziła polska policja i jak zeznała Maria Loewe „w dniu 24 VI 1942 futro zostało zabezpieczone u mnie przez policję, a w dniu 26 VI 1942 ja sama odniosłam je do Dyrekcji Policji Kryminalnej”. To w jej siedzibie na ul. Daniłowiczowskiej 3 odbyło się 10 VII 1942 r. ostatnie przesłuchanie w tej sprawie (Katarzyny Bujakiewicz). Nie przesłuchano natomiast Haliny Berman, osoby zdawałoby się kluczowej w tej sprawie. Fakt jej mieszkania w getcie nie był dla policji przeszkodą. Dopiero 10 sierpnia 1942 r. polski policjant udał się do getta, ustalając, że z kamienicy na Siennej 30 „wszyscy Żydzi zostali wysiedleni, wobec czego nie miałem możności ustalić, gdzie obecnie znajduje się Bergman [sic!] Halina z męża Chojkin”[17]. Futro karakułowe szare zostało 29 sierpnia 1942 r. dołączone do akt sprawy i przekazane do depozytu pod numerem 178/42.
Nie udało mi się ustalić dalszych losów żadnego z polskich i żydowskich uczestników powyższej historii. Nie wiadomo też, co się stało ze złożonym w depozycie futrem, którego (typowe) okupacyjne wędrówki mogłyby być inspiracją do kolejnej wersji Dziejów jednego pocisku Andrzeja Struga .
Po wybuchu wojny Chajkin opuścił Warszawę. Bez żony, możliwe więc, że jak tysiące młodych warszawiaków pomaszerował na wschód po pochopnym wezwaniu 6 września przez płk. Romana Umiastowskiego wszystkich niezmobilizowanych do tej pory mężczyzn do udania się na wschód, gdzie mieli otrzymać broń. Chajkin zatrzymał się we Lwowie, gdzie w końcu 1939 r. dołączyła do niego Halina Berman, nielegalnie przechodząc nową granicę. Do Warszawy wrócili w grudniu 1941 r., jak wielu żydowskich uciekinierów mając nadzieję, że w wielkim mieście, z rodziną i polskimi znajomymi, będzie łatwiej przetrwać. Małżeństwo zatrzymało się w getcie, u mieszkających na Siennej 30 rodziców Berman. Od razu też rozpoczęli akcję ratowania najcenniejszego składnika swojego dobytku – karakułowego futra. Co charakterystyczne, nie zwrócili się Tywonek, wciąż mieszkającej w ich dawnym mieszkaniu i utrzymującej się z okazjonalnego handlu, lecz zdecydowali się powierzyć futro znajomej sprzed wojny, krawcowej Marii Loewe mieszkającej na ul. Mokotowskiej 43, 150 metrów od pracowni Berman na ul. Koszykowej, w której zresztą pracowała przed wojną córka Loewe, Antonina.
Zeznając po raz pierwszy (27 VI 1942) Loewe próbowała relatywizować swoje relacje z pracodawczynią córki: „Na wiosnę 1942 r. przyszła do mojego mieszkania znana mi z przed wojny Berman Halina i oświadczyła mi, że przyjechała ze Lwowa i prosi mnie bym przechowała jej na pewien czas (kilka dni) jej futro karakułowe szare. […] Berman proponował mi jednocześnie, żebym futro to sprzedała. Ja kategorycznie zastrzegłam się, że nie będę go sprzedawać i nie chcę nic mieć z tym wspólnego”[13]. Dwa tygodnie później podawała już inną wersję: „Przed wojną córka moja Antonina pracowała w zakładzie krawieckim Bermanówny Haliny przy ul. Koszykowej 31. Wiadomo mi, że Bermanówna wyszła za mąż za adw. Hajkina. W czasie wybuchu wojny Hajkin znalazł się we Lwowie zajętym przez Rosjan. Bermanówna pojechała do męża. Wrócili oboje w końcu 1941 r. do Warszawy. Było to niewątpliwie w grudniu 1941 r., kiedy Bermanówna-Hajkin przyszła do mnie i powiedziała, że […] obecnie musi zamieszkać w dzielnicy żydowskiej, a nie chce zanieść tam swojego futra, tym bardziej, że ma zamiar sprzedać go. Prosiła o chwilowe przechowanie i przyjęłam. Było to niewątpliwie przed ukazaniem się rozporządzenia o oddawaniu futer przez Żydów, gdyż w takim razie nie przyjęłabym futra na żadną prośbę”[14].
[1] Franciszka Reizer, Dzienniki 1939-1944, Warszawa 1984, s. 40.
[2] Stanisłąw Rembek, Dziennik okupacyjny, Warszawa 2000, s. 163-164.
[3] Hoover Institution Archives, Ambasada w Londynie, box 50, Działalność władz okupacyjnych na terytorium Rzeczypospolitej za okres od 1 IX 1939 do 1 XI 1940 r., Londyn, 4 II 1941.
[4] Futra, „Biuletyn Informacyjny”, 8 I 1942.
[5] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Proces J. Bühlera, sygn. 151_285, Bericht des Kreishauptmannes in Siedlce für den Monat Januar 1942, 4. II 1942, k. 3v-4.
[6] Aurelia Wyleżyńska, Kroniki wojenne. T. I: 1939-1942, opr. Grażyna Pawlak, Marcin Urynowicz, Warszawa 2022, s. 445.
[7] Tamże, s. 451-452
[8] Wyleżyńska, Kroniki wojenne, T. II: 1943-1944, s. 24.
[9] Archiwum Państwowe w Warszawie, Prokuratura przy Sądzie Specjalnym w Warszawie 1939-1944, [dalej APW, PSS], sygn. 2776, k. 1-34.
[10] Spis abonentów warszawskiej sieci telefonów , 1937/1938, Warszawa 1937, s. 22; Spis abonentów sieci telefonicznej m. st. Warszawy […] rok 1939/40, Warszawa 1939, s. 26.
[11] Ślubowanie nowych adwokatów , „Kurier Warszawski”, 16.III1936.
[12] Lista adwokatów okręgu Sądu Apelacyjnego w Warszawie (Okrąg Izby Adwokackiej Warszawskiej). Na dzień 15 grudnia 1938 r., Warszawa 1938, s. 8.
[13] APW, PSS, sygn. 2776, k. 17.
[14] Tamże, k. 25.
[15] Tamże, k. 13.
[16] Tamże, k. 30-31
[17] Tamże, k. 32.










