|Anna Bikont|
Sprawiedliwi, 1945
W toku pracy badawczej interesuje mnie, jak funkcjonowali Polacy ukrywający Żydów podczas wojny w realiach tuż powojennej rzeczywistości. Czy udzielanie pomocy Żydom wpłynęło na ich późniejsze decyzje oraz na ich pozycję w lokalnej społeczności? Jaki był stosunek otoczenia do tych osób bezpośrednio po wojnie? Czy otaczano ich należnym szacunkiem i podziwem, czy też spotykali się z ostracyzmem ze strony rodziny, sąsiadów, lokalnej wspólnoty?
Na wstępnym etapie kwerendy nie natrafiłam na ślady świadczące o tym, by ich odwaga i zaangażowanie w „wojnę cywilną” z niemieckim okupantem zostały upamiętnione z inicjatywy władz lokalnych lub oddolnych działań społecznych. W materiałach źródłowych natomiast pojawiają się przypadki nie tylko ostracyzmu, lecz także przemocy — zarówno słownej, jak i fizycznej. Być może dalsze badania pozwolą zweryfikować dotychczasowe obserwacje. Tymczasem przytaczam przypadki przemocy fizycznej odnalezione w archiwum
Żydowskiego Instytutu Historycznego, w zbiorze Wydziału Opieki Społecznej Centralnego Komitetu Żydów w Polsce (303/VIII), gdzie znajdują się prośby o pomoc materialną składane przez Polaków, którzy pomagali Żydom.
List Stanisława Chęcia z Bełżyc
„(…) Dwa tygodnie temu nazad, bandy faszystów rodzimych wdarli się do mego mieszkania, zdemolowali mi cały mieszkanie i bili i kopali, przy tym żonie i córkom moim obcięli włosy, krzycząc „masz za żydowskie dziecko”. Mieszkam teraz w stodole. Wujek tego dziecka dał pisemne pozwolenie zamieszkania w domu tego dziecka. Mieszkaniec tego domu nie chce ustąpić i żąda 80 000 zł za ustąpienie z domu. Ja nie jestem w stanie tego płacić, bo jestem biedny jak mysz kościelna”
(List niedatowany, otrzymany 24 kwietnia 1947, AŻIH, Centralny Komitet Żydów w Polsce, Wydział Opieki Społecznej, 303/VIII/223, k.14 i 16)
List Katarzyny Dźwirzyńskiej z Przemyśla.
„Ja niżej podpisana do 1945 r. zamieszka[ła] w Radochowicach, p. t Mościskiego (…) Miałam na utrzymaniu 3ech Izraelitów zamieszkałych w Radochowicach, a to Echstein Jankiel, Echstein Chaim, Echstein Majorko. Wszyscy trzej bracia żyli w lesie, ze względu na to, że we wsi zagrożone było ich życie i nocami przychodzili do mojego domu i tam co mogłam, jak chleb, mleko, jaja sery i inne prowianty ładowałam do woreczka i z powrotem uciekali do lasu. Tak przez dwa lata dopomagałam, aby nie zginęli. Kiedy mniej więcej bandy domyślali się, że ja pomagam biednym braciom, zagrażali mi nawet śmiercią. Ja jednak nieustraszonego chodziłam i dalej dawałam, co mogłam. W roku 1945, kiedy weszły wojska sojusznicze, wszyscy trzej bracia zostali przy życiu. A mnie jednak banda nie zapomniała i pewnej nocy napadli nas i obrabowali zupełnie, tak że nawet buty ściągnęli nam z nóg. W tym czasie, kiedy nas napadnięto mój mąż po kilku tygodniach ze strachu zmarł. Ja siedemdziesięcioletnia staruszka zostałam bez niczego”.
(List z 24 marca 1947, AŻIH 303/VIII/224, k. 111).I jeszcze list od Stanisława Oleszka ze wsi Komodzianka w województwie lubelskim, który już wcześniej pisał do Komitetu: „(…) Jestem Nazime besodzieży i obuwia. Prosił bym o bszyznanie mi butuw i odzieży (List z 19.11 [1947], AŻIH 303/VIII/234, k. 12). (…) jest mi bardzo przykro, że jestem cieszko pogrążony bes Bandy, żone moim kaleke, bozostała strasznie została pobita, i ręką ubita i zabrali mi bandyci konia i 2 wiepsze, i wós spowodu Żydum, żem czszymał i nieras chcieli mnie zabić ale niestety stale. Uciekłem z dumu, bo wiedziałem żejak mie znajdą to mnie zabiją tyko cierpiała sama żona, również i mnie teraz jeszcze wołają Żydzie”
(List z 25.02.1948, mylnie datowany z 1947, AŻIH 303/VIII/234, k.15-16).Autor ostatniego listu ma wyraźnie duży kłopot z ortografią i zapewne wstydził się swoich błędów. Ale nie czuł, że komuś może zaufać i ten list podyktować. Jakże musiał czuć się niepewny i zagrożony przez całą społeczność swojej wsi.
Kwerenda trwa.
Anna Bikont









